Zygmunt Krauze
Zygmunt Krauze Strona główna Biografia O mojej muzyce Koncerty i wydarzenia Utwory Zygmunt Krauze
Zygmunt Krauze
Recitale fortepianowe Dyskografia Prasa i wywiady Fotografie Kontakt
Zygmunt Krauze

Zygmunt Krauze - Prasa i wywiady

Wśród polskich kompozytorów urodzonych jeszcze przed wojną wyróżnia się oryginalnością poetyki dźwiękowej w szczególny sposób Zygmunt Krauze (ur. 1938), który niemal na samym progu kompozytorskiej kariery znalazł własny, niepowtarzalny idiom i zaczął pisać muzykę niepodobną do jakiejkolwiek innej. Przypisuje się ją zwykle do nurtu minimal, widząc w kompozytorze jednego z prekursorów tej stylistyki w Europie i nie przez przypadek łącząc jego nazwisko z nazwiskiem Tomasza Sikorskiego, z którym był zresztą w bliskiej przyjaźni i wspólnie - jako pianista - koncertował. Jednak ów minimal Zygmunta Krauzego to postać minimal music bardzo specyficzna i intrygująca ze względu na inspirację, jaką stała się dla niego twórczość - malarstwo i teoria - awangardowego malarza polskiego pierwszej połowy XX wieku, Władysława Strzemińskiego (1893-1952). Krauze przejął od niego termin na określenie swojej estetyki - unizm. Unistyczne kompozycje Krauzego są jednorodne jak monochromatyczne płótna Strzemińskiego, pozbawione dramatycznych konfliktów oraz istotnych kontrastów. Nie znaczy to wszakże, by się w nich nic nie działo - przeciwnie, dzieje się wiele, choć subtelnie i delikatnie, a w centrum tego "dziania się" jest kunsztownie zaprojektowany w swych wariantowych kształtach ornament. Kompozytor ubiera w niego czas, zdobi go arabeskową draperią, przykrywa fryzem, którego rysunek rządzi się logiką liczby, rytmu i proporcji.
Hipnotyczne piękno tej muzyki odkrywamy, lub raczej otwieramy się na nie, kontemplując muzyczny utwór jak brzmieniowy obiekt, który trwa, a nie jak dźwiękowy proces, który dąży ku rozstrzygnięciu.

Andrzej Chłopecki o muzyce Zygmunta Krauze w edycji
"Polska kolekcja Warszawskiej Jesieni 1956-2005"

To jest opera - nie teatr

With Rita Gombrowicz Rita Gombrowicz z Zygmuntem Krauze, 2004

Kim jest dla pana Iwona?

Jest dla mnie intrygującą kobietą, która mnie pociąga, którą chciałbym zrozumieć, ale nie mogę, bo za mało o niej wiem. Jej bunt i niezgoda na otaczający świat oraz jej tajemniczość, to cechy, które budzą moje zainteresowanie i sympatię.


Iwona milczy. Czy jest to dla Pana fakt psychologiczny czy muzyczny? Inaczej mówiąc: czy w partyturze określa Pan na przykład długość pauzy, ciszy, związanej z Iwoną?

W sensie muzycznym to najbardziej ekscytujący element. Właśnie moment oczekiwania, moment ciszy. To on tworzy napięcie - bo w muzyce cisza nie jest przerwą, nie jest odpoczynkiem. Jest albo przedłużeniem tego, co przedtem słyszeliśmy - i czego się w wyobraźni dalej słucha, albo też oczekiwaniem na coś, co nastąpi dalej. Sytuacja, którą tworzy Gombrowicz jest dla kompozytora wspaniała, ponieważ może on operować tymi dwoma rodzajami ciszy, jej dwoma aspektami. Czy to jest ściśle określone? - Tak. W partyturze jest cisza, wielokrotnie zapisana w formie tzw. pauzy generalnej, lub fermaty.


Jak to się stało, że zajął się Pan operą?

Pierwszą operę skomponowałem w osiemdziesiątym pierwszym roku. Moje utwory były wówczas wydawane przez jedno z największych wydawnictw muzycznych w Europie - Universal Edition we Wiedniu. Ówczesny dyrektor wydawnictwa, pan Alfred Schlee, wspaniały animator, wielki człowiek muzyki i kultury europejskiej, zwrócił się do mnie z pytaniem, czy nie zechciałbym skomponować opery dla Teatru Narodowego w Mannheim. Propozycja była bardzo atrakcyjna. Znałem Helmuta Kajzara, który mi podsunął swoją Gwiazdę. Wspólnie opracowaliśmy libretto. Wystawienie Gwiazdy w Mannheim było dla mnie jednorazową przygodą; w tym okresie interesowała mnie jako kompozytora, muzyka symfoniczna, koncerty instrumentalne. Nie zdawałem sobie wówczas dokładnie sprawy z elementów, które tworzą operę i które są związane z jej produkcją. W Mannheim dyrygowałem przedstawieniem, pracowałem z niemieckim reżyserem, ale ponieważ było to moje pierwsze doświadczenie z operą - czułem się trochę zagubiony.
Natomiast później, w latach osiemdziesiątych, kiedy mieszkałem w Paryżu, blisko współpracowałem z Jorge Lavellim. Komponowałem muzykę do jego spektakli teatralnych. Ta współpraca stała się dla mnie prawdziwą szkołą - szkołą teatru, muzyki w teatrze, szkołą sceny i wszystkich jej elementów. Kiedy więc Stefan Sutkowski zaproponował mi skomponowanie opery dla Warszawskiej Opery Kameralnej byłem nieporównanie lepiej przygotowany. Wiedziałem jak muzyka - z aktorem czy śpiewakiem na scenie - ma funkcjonować. Powstała wówczas (2002) moja druga opera - Balthazar według sztuki Stanisława Wyspiańskiego Daniel".


Na czym polega "dosłowność" w traktowaniu postaci? Czy chodzi właśnie o ich charakterystyczność?

Jeżeli ktoś mówi kocham cię - to można to przedstawić: tak, naprawdę, kocham cię, ale można też przeobrazić to w sarkastyczny dowcip, pytanie, wyrzut, ironiczną szpilę. Moja postawa jest taka: każde słowo, każde zdanie, biorę tak jak ono brzmi, bez podtekstów, bez drugiego czy piątego dna. Natomiast co do charakterystyczności - nawet jak się nie chce rysować muzycznie postaci, to i tak jakaś postać powstanie, bo muzyka nadaje pewne emocje, pewne tempo, które w rezultacie tworzy postać, tworzy sytuację. Można to robić bardziej świadomie i mniej świadomie. Ja starałem się to robić na podstawie dokładnie tych zdań i słów, które te postacie wypowiadają.


Pomysł skomponowania opery według "Iwony, księżniczki Burgunda" wydaje mi się doskonały. To najlepsza ze sztuk Gombrowicza.

Myślę, że Iwona dlatego jest najlepsza, bo ma dość klasyczną formę. Opiera się na pewnych regułach, które są stosowane w klasycznych sztukach, nie wyłączając Szekspira. To trzyma się wszystko bardzo dobrze strukturalnie, stąd są tak doskonałe napięcia pomiędzy bohaterami. To wymarzone libretto. Zresztą chciałbym wspomnieć, że istnieją już opery na podstawie tej sztuki. Boris Blacher, kompozytor niemiecki, którego poznałem jeszcze w Berlinie - to był wówczas starszy pan - napisał według Iwony operę używając całego tekstu, bez skrótów. Ta opera była wystawiana w Niemczech, na początku lat sześćdziesiątych.


Gombrowicza stosunek do muzyki był co najmniej dwuznaczny. Nie wierzył w ogóle w autentyczność jej odbioru; właściwie jedynym kompozytorem, którego uznawał, był Beethoven.

Zgadza się. Miałem możność w domu pani Rity Gombrowicz oglądać egzemplarze z jego notatkami dotyczącymi muzyki do Operetki, i muszę powiedzieć, że byłem rzeczywiście dosyć zdziwiony... Być może po prostu nie miał słuchu, nie rozumiał muzyki, był daleki od tego... Notatki, które Rita Gombrowicz pokazywała według mnie były zupełnie nieprzydatne dla kompozytora. Ale to nie zmienia faktu, że jego sztuki są genialnym podłożem dla muzyki.


Na pociechę można dodać, że równie krytyczny był wobec malarstwa i poezji.

No tak. To był człowiek, który miał swoje bardzo określone zdanie o wielu sprawach i już.



Fragment wywiadu z Zygmuntem Krauze na temat opery Iwona, księżniczka Burgunda.
Rozmawiała Ewa Bułhak.

Niezapomniany koncert

Wśród wykonawców koncertu na zakończenie XII Lubelskiego Forum Sztuki Współczesnej im. Witolda Lutosławskiego przybył Zygmunt Krauze - pianista, kompozytor, wielka indywidualność w świecie muzyki.

Piątkowy koncert był niewątpliwie momentem historycznym dla lubelskich melomanów; na estradzie filharmonii wystąpił Zygmunt Krauze (...) artysta doceniany na całym świecie. Zaprezentował publiczności dwie kompozycje z różnych okresów swojej twórczości, ale pokazujące to, co w niej najważniejsze, czyli właśnie oryginalność zamysłów twórczych, ogromną wrażliwość na sonorystykę, nieograniczoną otwartość umysłu i subtelność. Wrażenia - kolosalne.

W Arabesque na fortepian amplifikowany i orkiestrę kameralną artysta używa kamieni i prętów metalowych, za pomocą których uzyskuje zaskakujące efekty brzmieniowe. W koncercie fortepianowym zmniejsza obsadę instrumentów dętych, wprowadza dwa akordeony, dwie gitary elektryczne i saksofony. Partia fortepianu jest tu sugestywną wskazówką dla całego zespołu, z jej migotliwych, na kształt trzepotu skrzydeł motyli, formowanych cząstek rodzą się, realizowane później przez inne instrumenty, pomysły sonorystyczne.

Zygmunt Krauze magnetyzuje barwą, intryguje stosunkiem do upływu czasu i emanuje wewnętrzną harmonią. Obcowanie z jego sztuką jest szalenie inspirujące. Otwiera uszy na dźwięki będące przekaźnikami emocji, wśród których każdy może odnaleźć swoje osobiste. Świat kompozytora jest jego własnym, rozpoznawalnym znakiem tożsamości, ale twórca sygnując partytury pozostawia inteligentnemu wykonawcy drogę otwartą dla poszukiwań. Myślę tu o orkiestrze, a przede wszystkim o dyrygencie. I tutaj czas na kolejne zadziwienie: tak grającej orkiestry Filharmonii Lubelskiej dawno nie słyszałam. Sławek Adam Wróblewski wyzwolił w muzykach pokłady wiary we własne siły, zaraził ich entuzjazmem i pomysłami.



27. 04. 2008
Fragment artykułu autorstwa Doroty Gonet (Polskie Radio Lublin)
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin

[Do góry]